Fotograficzna narracja, budowanie napięcia, momenty decydujące i wszystko to, co konieczne by kadry wciągały niczym najlepsze kino akcji, a widz miał wypieki z wrażenia.

wpis w: Blog | 0

Każdy kto kiedykolwiek dotknął tematu reportażu czy fotografii ślubnej wie jak skomplikowane to przedsięwzięcie.

Samo trzymanie aparatu w dłoniach i strzelanie nim seriami niczym karabinem maszynowym, sukcesu nie gwarantuje.

To znaczy… prawdopodobieństwo jest! Owszem. Zakładając trylion strzelonych klatek możemy w sumie liczyć na to, że wybierze się kilkadziesiąt naprawdę fajnych, które da się poskładać w sensowną całość.

Nie nazywajmy się jednak wówczas profesjonalistami, raczej trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i uświadomić sobie, że zadziałała statystyka i rachunek prawdopodobieństwa, które to niewiele wspólnego mają z pracą nad porządnym reportażem.

Co tu dużo gadać, oczy dookoła głowy, super szybki focus i torba pełna najjaśniejszych obiektywów, niewątpliwie życie ułatwiają. Jakby jednak miały załatwiać sprawę  to na rynku mielibyśmy same fotograficzne sławy, a wszyscy dobrze wiemy, że tak nie jest.

Co decyduje o tym, że jest dobrze?

No cóż, zawsze jak się nad tym zastanawiam to myślę sobie, że oglądając reportaż, krótko mówiąc, musi mnie on wciągnąć.

Pochłonąć niczym „Ptaki” Hitchcocka, kadry muszą być jak filmowe klatki, gdzie z wypiekami na twarzy przechodzę od jednego do drugiego… gdzie jeden każe mi oglądać następny, żeby dowiedzieć się co będzie dalej….

…….ok, trochę mnie poniosło, w końcu ślub to nie film grozy, ale myślę, że wiecie o czym tu mówię.

Każdy ślubny fotograf powie Wam, że „łapie momenty”, „skupia się na tych najpiękniejszych emocjach” (tych akurat nie brak, więc wielkim wyczynem to nie jest), „sprawia, że zapamiętacie każdą chwilę tego dnia”  (bez przesady, może każda nie jest konieczna, ale te naprawdę fajne by się przydało i czasem to zwykły banał, który wywołał salwę śmiechu czy wzruszenia… niekoniecznie tylko i wyłącznie obowiązkowa przysięga) itd, itp….

To są prawdy oczywiste, o których nie powinno się w zasadzie nawet wspominać mówiąc o fotografii ślubnej. To jak mówienie, że lody robimy z owoców i cukru… nie o to chodzi.

Są Ci, co mają to COŚ! Moment jest momentem… nie ważne czy tym obowiązkowym na liście, ale tym, który wyciska ukradkiem ocieraną łezkę czy okrzyk „OMG!!!!!”

No właśnie.

Niewielu takich znam. Większość popełnia tzw „poprawne standardy”.

Ci, o których dziś chcę napisać są na swój sposób wyjątkowi. Podglądam, obserwuję to co robią już od dobrych kilku lat. Oglądam te ich śluby, choć nie moje, choć Ci ludzie zupełnie obcy i wiecie co? Naprawdę się wzruszam. Pierdołami można by rzec…. tym, jak widzę dzieciaki kombinujące pod stołem, jak obcy mi ludzie ronią łzy radości, jak starsza pani drżącą ręką błogosławi młodą parę.

Uwielbiam ich za jeszcze jedno.. za światło…

Banał,banał… wiem…. ale okazuje się, że wcale nie taki oczywisty. A są oni mistrzami światła.

Panie i Panowie, przed Wami Agnieszka i Jacek Tarnowie – Fotopracownia.com.

Więcej zdjęć oczywiście na www.fotopracownia.com, na którą serdecznie Was zapraszamy.

A jeśli chcielibyście dowiedzieć się nieco więcej i uszczknąć choć odrobinę z ich mistrzowskiego warsztatu to zapraszamy na marcowe spotkanie.

 

Dorota-James-201 ewelina-marcin-199 joanna-lukasz-0401456746_10152783275040412_8240146792780275284_n 10418435_10152683702275412_6622856459698413116_n 10590598_10152618647340412_2140687535928542646_n 10805746_10152819509725412_1986002055640545775_n agmar374 DS2_6442